Łabędź zbłąkany wśród zasranych obliczeń
Abstrakcja, która powstała z potrzeby serca podczas sprawdzania, czy plakatówki nadają się do użytku (nie nadają się, jak widać, bo w większości przybrały kolor i konsystencję sraczki. Cóż, były ważne do 2006...), i która nie spełnia podstawowego i jedynego wymogu abstrakcjonizmu, który zakazuje przedstawiania. Bo moja abstrakcja przedstawia. Łabędzia. Tylko że on naprawdę wyszedł niechcący! W przeciwieństwie do tej trąby pod spodem (chyba wieści o huraganach oddziaływują na mój mózg xD)
No. A dzisiaj byłam na bardzo długich i męczących, ale owocnych w sumie zakupach z mamą (udało mi się namierzyć zapach perfum prawie taki sam jak ten, którego szukam! Szkoda tylko, że chyba edycja limitowana...), i jeszcze po południu na koniach. Astra była nieznośna, ale może to dlatego, że ja też w nastroju nie najlepszym, bo wycieńczona upałem i kilkugodzinnym chodzeniem. Za to żel na muchy nie najgorszy. Z chęcią przerzuciły się na mnie.xD
A rano spotkałam moją byłą polonistkę, którą już jakimś właściwym plotkom sposobem doszły słuchy, że podobno przenoszę się z powrotem do salka... Dobrze wiedzieć. Bo nie przypominam sobie, żebym podjęła ostateczną decyzję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz