Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malowane duszą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malowane duszą. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2012

Herbata...

Cesarzowa
Mój pierwszy portret farbami.
W końcu wstawiam.


Dziś odkryłam swój nowy, niezaprzeczalnie unikalny talent...
Tylko ja potrafię skaleczyć się biszkoptem!

PS. Jak mógł mi się nie podobać Werter?! Przecież Werter to ja! Może różnimy się nieco sytuacją, ale jakże jesteśmy podobni... Dobrze, że chociaż (przynajmniej na razie) nasze poglądy na samobójstwo są odmienne...

_____
Jak dotąd jeszcze nigdy nikt nie śnił mi się prawie co nocy, nawet gdy tego chciałam. I mało komu udało się do tego stopnia opętać moje myśli.
Bałam się, że to się wyda. Ale to chyba jednak mi nie grozi. Tylko mama chyba czegoś się domyśla. Muszę się bardziej pilnować. Przecież nie musi wiedzieć wszystkiego. Przecież w zasadzie nic się nie dzieje... I zapewne nic więcej się nie wydarzy. Tylko że on jakoś zawsze dziwnym sposobem podsyca tę moją nadzieję, zupełnie jakbym nie była mu obojętna. Ale przecież to niemal niemożliwe. Niemal...

poniedziałek, 3 września 2012

Świat nie składa się z cycków

Świat nie składa się z cycków, akryle i cienkopis
Zapuściłam bloga jak mój tata iglaki, chociaż nieraz nawet chciało mi się przysiąść i coś tam naskrobać.
No więc w końcu skrobię.
Jestem w początkowowszkolnym dołku, a sposób na samobójstwo podał nam dzisiaj dyrektor, chyba niezamierzenie, wspominając o huśtaniu się na nowo założonych łańcuchach (gdzie?) i dobijając nas dodatkowo jakże dobitnym stwierdzeniem: "nie macie gdzie spaść" a "nauczyciele są po to, żeby was maksymalnie dręczyć", i "jeszcze będziecie im za to dziękować" (o ile nie powiesicie się na łańcuchach). Ale już pośpieszam z wyjaśnieniem, aby zapobiec szerzeniu się plotki: z tym spadaniem chodziło mu oczywiście o to, że w tym roku do liceów wchodzi nowa podstawa programowa i nawet profile będą inne.
Oj, coś dzisiaj nie idzie mi to pisanie. I nawet na filozoficzne dyrdymały, które planowałam tu jakiś czas temu umieścić, nie mam weny.

 A oto kilka zdjęć (przerobionych, bo mnie wzięło na testowanie efektów nowej wersji Picasy :D) z naszej majowej (o zgrozo!) sesji z Z. :






Jednak nie wyszło aż tak źle :)

PS. Nick mi się zmienił na "Chinatsu Hanari" z takiej przyczyny, że wzięło mnie znowu na zabawę w blogi grupowe, no i tam sobie stworzyłam taką postać o takim właśnie imieniu :D (na tym samym koncie)




Nie wiem, co zrobić z końmi, o tańcach już nie wspominając.
Jest mi przykro, że mama nie wierzy w to, że dam radę z olimpiadą. A jeszcze bardziej jest mi przykro dlatego, że pewnie ma rację. Ale w zasadzie tylko ta olimpiada i koleżanki sprawiają, że kolejne miesiące nie jawią się  w  aż tak czarnych barwach.
No. A jutro na dobry początek chemia, biologia, matma, fizyka...

wtorek, 24 lipca 2012

Łabędź zbłąkany wśród zasranych obliczeń


Łabędź zbłąkany wśród zasranych obliczeń

Abstrakcja, która powstała z potrzeby serca podczas sprawdzania, czy plakatówki nadają się do użytku (nie nadają się, jak widać, bo w większości przybrały kolor i konsystencję sraczki. Cóż, były ważne do 2006...), i która nie spełnia podstawowego i jedynego wymogu abstrakcjonizmu, który zakazuje przedstawiania. Bo moja abstrakcja przedstawia. Łabędzia. Tylko że on naprawdę wyszedł niechcący! W przeciwieństwie do tej trąby pod spodem (chyba wieści o huraganach oddziaływują na mój mózg xD)

No. A dzisiaj byłam na bardzo długich i męczących, ale owocnych w sumie zakupach z mamą (udało mi się namierzyć zapach perfum prawie taki sam jak ten, którego szukam! Szkoda tylko, że chyba edycja limitowana...), i jeszcze po południu na koniach. Astra była nieznośna, ale może to dlatego, że ja też w nastroju nie najlepszym, bo wycieńczona upałem i kilkugodzinnym chodzeniem. Za to żel na muchy nie najgorszy. Z chęcią przerzuciły się na mnie.xD

A rano spotkałam moją byłą polonistkę, którą już jakimś właściwym plotkom sposobem doszły słuchy, że podobno przenoszę się z powrotem do salka... Dobrze wiedzieć. Bo nie przypominam sobie, żebym podjęła ostateczną decyzję...

sobota, 21 lipca 2012

Action painting! Malowanie jest wolnością

Lojalnie ostrzegam: ten post jest nudny. :D


Cóż, polbruk trochę ucierpiał, ale jak rodzice wrócą to będzie już ciemno :D
Czy się twórczo wyżyłam? Tylko częściowo. Potrzeba mi miejsca, w którym będę mogła powiesić sobie arkusz na ścianie i chlapać do woli, nie bojąc się, że coś pobrudzę. Chociaż efekt dzisiejszego szaleństwa też mi się podoba :)
Czy to jest sztuka? Według mnie nie do końca. Ale jest to bardzo fajna sprawa, i cieszę się, że dowiedziałam się o czymś takim na obozie.

A to widok, który zachwycił mnie, gdy byłam w odwiedzinach u koleżanki. Ale że nie miałam wtedy pasteli (suchych w dodatku) to posiłkowałam się zdjęciem (dopóki nie wyłączyli mi prądu xD) Niestety robiąc zdjęcie już samemu rysunkowi trochę zwaliłam perspektywę. Cóż, trudno się mówi.


Tymczasem moja abstrakcja uparcie broni się przed wyschnięciem już któryś dzień, a to niby tylko plakatówki.(tymczasem moje nowe akrylki zasychają aż za szybko. Ale w sumie to dobrze)
A z pozytywnych akcentów to mam jeszcze jedną wiadomość: udało mi się wreszcie znaleźć niezapominajki! (na kolczyki) I to na własnej działce! Podczas gdy szukałam ich dosłownie wszędzie, one wyrosły sobie cichaczem przy kompostowniku. Gdyby nie to, że musiałam pozbierać trawki dla świnek, w ogóle bym ich nie zauważyła.
Udało mi się też znaleźć stare pędzle, które mogę wykorzystać do kleju. Przy okazji porządkowania szafki artystycznej, co zajęło mi swoją drogą pół dnia.
Tak... dwa stare pędzle, kilka kwiatków i Ala się cieszy ;D