piątek, 20 lipca 2012

Las po deszczu

Najpierw zatytułowałam ten post "nowy początek" i nawet próbowałam napisać coś, co by do tego tytułu pasowało, jednak  zupełnie mi nie szło. Ale oficjalna wersja, jakby ktoś pytał, jest taka, że wstępy są nudne więc żadnego wstępu nie będzie.


Ciągle pada... i ciągle wychodzi słońce. Kiepskie warunki do wyjścia w pleneru malarski, ale za to wyśmienite do robienia zdjęć. Kiedy wczoraj wyszłam na spacer, piękne kadry aż pchały się przed oczy - zupełnie nie musiałam ich szukać. Las podszedł do mnie bardzo przyjaźnie, sosna nawet popilnowała mego roweru gdy natrafiłam na ogromną kałużę i dalej musiałam iść pieszo. Co prawda potem trochę obraził się (las, nie rower), bo zerwałam kilka kwiatów. Tłumaczyłam, że to tylko kilka, żeby zasuszyć i przykleić na kolczyki. Dostałam z liścia (mokrego w dodatku) i zagrożono mi upadkiem do kałuży, ale wystarczyło kilka słów o tym, jakże piękny jest ten las po deszczu, gdy tak spokojnie paruje w słońcu, żeby go udobruchać. Aczkolwiek moich ulubionych koniczynek-niekoniczynek, tych o listkach w kształcie serca, nie znalazłam. Za to znalazłam mnóstwo słodkich malin. Świeżo umytych, wolnych od bąblowca, pysznych leśnych malinek. Poszły prosto do gumowego, jak mama nie wiedzieć czemu nazywa mój brzuch. Zupełnie jakby był niesłychanie rozciągliwy. A przecież nie jest. Ważę tylko 45 kilo. I mam metr sześćdziesiąt ( a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, bo nieoficjalnie to ja mam chyba metr pięćdziesiąt osiem i pół)


A oto efekty wycieczki do lasu:







A dziś wyprawa do sklepu artystycznego po zapomnianą żółtą farbę, serwetki i werniks, a wieczorkiem plener na ulicy (ludzie są tak uroczo ciekawscy) i mój pierwszy raz. Pierwszy raz na płótnie, ma się rozumieć.
"Obraz" jeszcze nieskończony.


Teraz, po obozie artystycznym, owładnęła mną mania tworzenia. Mam wrażenie, że jeśli dzisiaj nie zrobię tego i tego, i tego, to koniec, i muszę tłumaczyć sobie ciągle, ze jutro tez przecież jest dzień.
Dzień, w którym czeka mnie action painting, sprzątanie i decoupage. Jeśli zdążę. A jeśli zabraknie mi czasu, to jak myślicie, który punkt z listy wykreślę...?

2 komentarze:

  1. Najciekawsze i najlepsze moim zdaniem jest zdjęcie trzecie, z kałużami. Strasznie mi się podoba. Pierwsze, z brzozowymi liśćmi to po prostu ładne makro :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się w zupełności :D A tak w ogóle to pierwsze to jeszcze nie las, tylko moja ulubiona brzózka-samosiejka :)

    OdpowiedzUsuń